26.05. Dzień Matki - wywiad z Panią dr Marią Kłosińską przewodniczącą Zespołu ds. Matek Lekarek

Ludzie dobrze się z nami czują

 

Rozmowa z Marią Kłosińską – przewodniczącą Zespołu ds. Matek Lekarek ORL w Warszawie, prezeską Fundacji Matki Lekarki i lekarką specjalizującą się w medycynie rodzinnej

 

Zespół ds. Matek Lekarek przy warszawskiej OIL działa od 2018 roku. Na czym polega specyfika tej grupy i czy odnosi się wyłącznie do rejonu działania warszawskiej izby?

Przede wszystkim nasz zespół powstał jako pierwszy, ale nie jest jedyny. Podobne zespoły, koła czy kluby działają dziś w Krakowie, Poznaniu, Bydgoszczy czy coraz prężniej rozwijający się w OIL w Łodzi. Matki lekarki działają również w Gdańsku, głównie w środowisku lekarek dentystek. Inicjatywa samorządowa rozpoczęła się w Warszawie, ale działalność matek lekarek opiera się na internetowym mateczniku w mediach społecznościowych.

Nasza grupa liczy obecnie około 18 300 osób. To przede wszystkim lekarki, choć ważną częścią społeczności są również kobiety, które nie są matkami. Wiele z nas realizuje macierzyństwo jako opiekowanie się dziećmi, inne w zupełnie inny sposób. Jedna z koleżanek powiedziała kiedyś piękne zdanie, że jako opiekunka specjalizacji „wypuściła spod skrzydeł tylu rezydentów, że właśnie tak realizuje swoje macierzyństwo”. Są też wśród nas prezeski izb lekarskich, które angażując się w działalność samorządową i społeczną, realizują się dla środowiska lekarskiego.

Pomysłodawczynią grupy była dr Dorota Bębenek, a dziś jej codziennym funkcjonowaniem zajmuje się dr Olga Kluka wraz z zaangażowaną grupą administratorek, które poświęcają swój czas całej społeczności. To ogrom pracy społecznej.

Na czym polega aktywność zespołu?

Nasza działalność opiera się na trzech obszarach: edukacji, integracji i pomocy.

Edukacja jest dla nas bardzo ważna, ponieważ jako aktywne zawodowo lekarki i jednocześnie matki mamy jeszcze mniej czasu niż większość lekarzy, by śledzić wiele dziedzin medycyny jednocześnie. Dlatego organizujemy śródroczne spotkania poświęcone konkretnym tematom medycznym. Temu służyły również kongresy matek lekarek.

Ale edukacja to także inne obszary. Ostatnio nasze spotkanie w izbie lekarskiej poświęcone było edukacji finansowej: od bezpieczeństwa finansowego po podstawy inwestowania.

Drugim filarem jest integracja. Wywodzimy się z grupy wirtualnej, dlatego niezwykle cenimy możliwość bezpośredniego spotkania. Często liczne obowiązki zawodowe, rodzinne czy choroby dzieci sprawiają, że chciałybyśmy uczestniczyć w różnych wydarzeniach, ale nie zawsze jest to możliwe. Dlatego kiedy działamy, tworzymy przestrzeń otwartą dla całego środowiska, choć szczególne zaproszenie kierujemy do innych (matek) lekarek.

Jakie były początki? Dlaczego ten zespół w ogóle powstał?

Była to zdecydowanie inicjatywa oddolna. Wszystko zaczęło się od zmian w OIL w Warszawie, które stworzyły nowe możliwości działania.

Miałyśmy pomysły na organizację Dnia Dziecka. Nasza izba lekarska jest ogromna: liczy około 37 tysięcy osób. Dni Dziecka miały być nie tylko okazją do wspólnej zabawy rodzinnej, ale również przestrzenią spotkania środowiska. Wiele osób właśnie podczas takich wydarzeń mogło porozmawiać o swoich problemach i uzyskać później wsparcie prawne czy pomoc Rzecznika Praw Lekarza.

Ten Dzień Dziecka był więc trochę pretekstem, był przestrzenią do budowania prawdziwej wspólnoty. Marzyłyśmy też o refundacji szczepień, która ostatecznie pojawiła się w OIL w Warszawie i dziś jest bardzo rozbudowanym programem. Właśnie od takich działań dla całego środowiska lekarskiego zaczęła się historia naszego zespołu. Matki Lekarki są nie tylko grupą potrzebującą konkretnej pomocy w specyficznych sytuacjach, ale i organizują, działają na rzecz środowiska lekarskiego.

Jakie inne działania podejmowały matki lekarki?

Jako zespół organizowałyśmy Kongresy Matek Lekarek, które szybko wyszły poza obszar działania OIL w Warszawie. Kiedy organizujemy kongres, który ma łączyć a nie dzielić, to musimy działać ogólnopolsko, a i przecież wiele problemów lekarek nie wynika z miejsca zamieszkania, lecz z warunków pracy w ochronie zdrowia, jak i nawet nie jest związanych z płcią.

Na jednym z kongresów pracowałyśmy nad pokonywaniem barier w czterech grupach: lekarek w trakcie specjalizacji, lekarek dentystek, lekarek zabiegowych oraz lekarek specjalistek. Każda z tych grup ma swoje specyficzne problemy. Po ich zdiagnozowaniu poszłyśmy z nimi do Ministerstwa Zdrowia. Część problemów dotyczy kwestii systemowych, inne są bardzo indywidualne – związane z miejscem pracy czy zachowaniami o charakterze mobbingowym. W takich sytuacjach korzystamy z silnego wsparcia Rzecznika Praw Lekarza ORL w Warszawie i pomocy prawnej izby.

Jak lekarki łączą pracę z wychowywaniem dzieci?

Jestem mamą czwórki dzieci: troje chodzi do szkoły, najmłodsze do przedszkola. I nie różnię się bardzo od wielu koleżanek lekarek. Rozmawiam z Panem Redaktorem po pracy, bo dzieci są jeszcze w placówkach i mówię tu nie tylko w swoim imieniu, ale także w imieniu całej naszej społeczności. Bardzo zależy mi na tym, by wybrzmiało, że macierzyństwo aktywnej zawodowo lekarki to przede wszystkim kwestia wyborów, a nie „łączenia wszystkiego”.

Każdego dnia dokonujemy wyborów, bo zawsze coś odbywa się kosztem czegoś innego. Warto też obalać mit, że da się idealnie „połączyć wszystko”. Takie myślenie bardzo często prowadzi do frustracji a nawet poczucia porażki.

Każde pokolenie ma swoje trudności i swoje ułatwienia. Naszą społeczność łączy przekonanie, że tych trudności nie powinno się przenosić na kolejne pokolenia lekarek i lekarzy. To nie jest wyłącznie opowieść o work-life balance i warto również podkreślić, że fakt, iż ktoś nie ma dzieci, nie oznacza automatycznie większej ilości czasu czy mniejszej liczby problemów. Chodzi szerzej o działania zmierzające do dobrego pogodzenia życia zawodowego i prywatnego oraz o codzienne wybory, których dokonujemy wszyscy.

W zespole matek lekarek znalazł się także mężczyzna. To ukłon w stronę lekarzy ojców?

Żadne ukłony nie są potrzebne, ponieważ organizowane przez nas wydarzenia od początku były również otwarte dla lekarzy mężczyzn.

Ludzie dobrze się z nami czują, zarówno wirtualnie, jak i podczas spotkań na żywo. Akceptujemy różnorodność i widzimy w niej ogromną siłę. Naszą społeczność tworzą lekarki różnych specjalizacji, z małych miejscowości i dużych miast, kobiety mające jedno dziecko, sześcioro dzieci, czekające na dzieci albo realizujące macierzyństwo w inny sposób.

Dołączenie mężczyzny do zespołu jest związane także z nowym etapem naszej działalności i jest pokłosiem minionego Okręgowego Zjazdu. W tym roku skupiamy się na pomocy nie tylko matkom, ale szerzej: lekarzom sprawującym bezpośrednią opiekę nad osobami z niepełnosprawnościami w rodzinie.

Przygotowujemy program opieki wytchnieniowej dla lekarek i lekarzy opiekujących się bliskimi wymagającymi szczególnej troski. To bardzo poważne zadanie, dlatego potrzebujemy szerokiego i różnorodnego zespołu.

Kieruje Pani Fundacją Matki Lekarki. Kiedy słyszymy słowo „fundacja”, myślimy o realnych potrzebach i konkretnym wsparciu.

Fundacja powstała dlatego, że społeczność matek lekarek od początku miała charakter ogólnopolski. Zespoły działają lokalnie przy okręgowych izbach lekarskich, ale bardzo szybko okazało się, że wiele problemów wymaga działania na poziomie całego kraju.

Fundacja dała nam osobowość prawną i nowe narzędzia, dzięki którym możemy pomagać skuteczniej i szerzej.

Prowadzimy bardzo konkretną działalność edukacyjną. Organizujemy między innymi „Wtorki z wiedzą”, podczas których lekarki z całej Polski dzielą się aktualną wiedzą medyczną z innymi lekarkami. W społeczności liczącej ponad 18 tysięcy osób jest to realne budowanie medycyny opartej na faktach i wzajemnego wsparcia zawodowego.

Fundacja umożliwia nam również prowadzenie zbiórek finansowych. Organizowałyśmy między innymi zbiórkę dla rodziny pochodzącego z Rzeszowa zamordowanego krakowskiego lekarza Tomasza Soleckiego. Był to wyraz solidarności środowiska wobec jego żony, również lekarki, oraz ich syna.

Od tego roku Fundacji Matki Lekarki można przekazywać 1,5 procent podatku (KRS: 0000507235, cel szczegółowy: 138970). Nasza społeczność bardzo nas dopingowała do stworzenia takiej możliwości pomagania. Chcemy, by jak największa część zebranych środków trafiała bezpośrednio tam, gdzie pomoc jest naprawdę potrzebna, dlatego minimalizujemy koszty i transparentnie przekazujemy środki tam, gdzie środowisko widzi realną potrzebę wsparcia.

Prowadzimy także akcje cegiełkowe w tym cegiełki – skarpetki ML, MML i DML, z których dochód przeznaczamy między innymi na rozwój opieki wytchnieniowej dla matek lekarek i lekarzy opiekujących się osobami z niepełnosprawnościami. Można nas wspierać również poprzez FaniMani, przekazując darowizny bez dodatkowych kosztów przy codziennych zakupach internetowych.

Fundację można wesprzeć także bezpośrednio: – wpłatą BLIK na numer 796 408 229 – przelewem tradycyjnym na konto: 35 1020 1068 0000 1702 0531 9647 w obu przypadkach z dopiskiem: „na cele statutowe”.

Osoby zainteresowane działalnością Fundacji zapraszamy także do Rady Programowej Fundacji Matki Lekarki. Najbliższe spotkanie odbędzie się 17 czerwca (kontakt: fundacjamatkilekarki@gmail.com).

Czy próbowała Pani oszacować, ile w Polsce jest lekarek, które jednocześnie są matkami?

Chciałybyśmy przeprowadzić takie badania. Na razie posługujemy się danymi z Centralnego Rejestru Lekarzy. Wiemy, że około 62 procent lekarzy w Polsce stanowią kobiety, a około 37 procent mężczyźni. Kobiety są więc wyraźną większością środowiska lekarskiego. Jednocześnie w naszej społeczności widzimy ogromną różnorodność doświadczeń. Są grupy wielodzietnych matek lekarek, dojrzałych matek lekarek, które nieraz są babciami, samodzielnych matek lekarek czy kobiet wychowujących dzieci z niepełnosprawnościami.

Właśnie te ostatnie grupy wymagają szczególnego wsparcia, ponieważ często mierzą się z bardzo trudną sytuacją życiową, której nie mogły przewidzieć.

W kontekście roli matki lekarki, ale też roli lekarza w ogóle, trudno nie wspomnieć o Oli Kąkol.

Z Olą nie tylko wielokrotnie rozmawiałyśmy, ale była też taką dobrą duszą naszej społeczności. Myślę, że każdy, kto śledził jej historię, zgodzi się z tym, że pokazała bardzo wyraźnie jedną rzecz: lekarz też jest człowiekiem. A o tym czasem zapominają nie tylko pacjenci, ale również my sami. Ola pokazała też, że kiedy człowiek staje się pacjentem, chce żyć na własnych zasadach. Niezależnie od tego, czy ktoś zgadzał się z jej decyzjami, czy nie, mógł zobaczyć człowieka w chorobie. I właśnie to było niezwykle ważne.

Przypomniała nam również, że choroba zmienia wszystko, ale nie definiuje człowieka.

Jej historia pokazała także, jak dynamiczne jest pojęcie „aktualnej wiedzy medycznej”. Jesteśmy przyzwyczajeni do medycyny opartej na faktach i procedurach, ale często ograniczają nas możliwości systemu, finansowania czy dostępności leczenia w Polsce. Ola pokazała, że czasami warto próbować wykorzystać światowe możliwości do ostatniej kropli.

My jako społeczność dałyśmy jej możliwość skorzystania z tej wiedzy, doświadczenia i nowoczesnego leczenia. Nie boję się powiedzieć, że kupiłyśmy jej czas i życie. Wiele z nas liczyło na cud.

Po operacji w Indiach rokowania były dobre, ale choroba niestety wróciła. Mimo to mam poczucie, że pomogłyśmy jej przeżyć ważny czas po swojemu. Wiele osób wierzy, że mogła dzięki temu spełnić swoje marzenia, choćby zawrzeć ślub dwa tygodnie przed śmiercią.

Jako matki lekarki bardzo mocno czujemy też upływ czasu. Widzimy go w naszych dzieciach, w starzejących się rodzicach, w codziennym życiu. Może dlatego historia Oli tak mocno poruszyła nasze środowisko.

Wiele osób za nią tęskni, bo jedna rozmowa z nią albo jeden wpis potrafiły zostać w pamięci i w sercu na długo.

Czego ta historia uczy lekarza w codziennej pracy?

Myślę, że pokazuje przede wszystkim, iż świat wirtualny może realnie pomagać ludziom, jeśli korzysta się z niego mądrze. Historia Oli pokazała też ogromną siłę wspólnoty. Wsparłyśmy jej zbiórkę bardzo szybko, ale przecież jest wielu pacjentów i wielu lekarzy, których zbiórki nie kończą się tak błyskawicznie i którzy nie dostają dodatkowych miesięcy życia.

To bardzo ważne świadectwo tego, jak wiele może zrobić środowisko, kiedy działa razem.

A jednocześnie jest to przypomnienie, że za każdą internetową historią stoi konkretny człowiek.

Czy pieniądze są dziś największym wyzwaniem dla ochrony zdrowia?

Nie jestem ekspertem od finansowania ochrony zdrowia i nie chciałabym udawać, że mam gotowe rozwiązania dla całego systemu. Mogę mówić przede wszystkim jako lekarz rodzinny pracujący w mieście powiatowym i jako osoba obserwująca codzienność pacjentów.

Widzę, że pacjentom coraz trudniej dostać się do świadczeń zdrowotnych. W tym roku bardzo wyraźnie wydłużyły się kolejki do diagnostyki, leczenia i konsultacji specjalistycznych. Oczywiście lekarze jako środowisko będziemy się do tego przyzwyczajać, ale jednocześnie pamiętam czas, kiedy dostęp do świadczeń był po prostu łatwiejszy.

Najbardziej boli mnie jednak coś innego: poczucie części pacjentów, że to lekarze stworzyli system ochrony zdrowia i odpowiadają za jego wszystkie niedomagania. Bardzo często widzimy to szczególnie w internecie. A przecież my jesteśmy pracownikami systemu, niezależnie od formy zatrudnienia. Nie jesteśmy jego kreatorami. Jest mi bardzo przykro, że tak często odpowiedzialność za system przesuwa się właśnie na lekarzy.

To zresztą bardzo wygodny mechanizm polityczny: nastawić pacjentów przeciwko lekarzom i lekarzy przeciwko pacjentom. Wtedy odpowiedzialność za organizację systemu się rozmywa.

Tymczasem każdy człowiek, który prowadzi budżet rodzinny, rozumie, że zdrowie jest fundamentem funkcjonowania społeczeństwa. Chora osoba nie tylko nie pracuje i nie zarabia, ale często wymaga opieki drugiej osoby, która również musi ograniczyć swoją aktywność zawodową. Dlatego zadłużanie zdrowotne społeczeństwa jest niebezpieczne nie tylko dla systemu ochrony zdrowia, ale dla całego państwa i gospodarki. Renty, zwolnienia i skutki przewlekłych chorób finansujemy wszyscy jako społeczeństwo. Skoro widzi to lekarz rodzinny pracujący w małym mieście, to tym bardziej mają tego świadomość osoby zajmujące się systemowo ochroną zdrowia.

Czy spotkała się Pani z hejtem?

Nie znam lekarza, który nie spotkałby się z hejtem. Część emocji pacjentów jest oczywiście zrozumiała, bo wielu ludzi po prostu nie rozumie mechanizmów działania systemu ochrony zdrowia. Pacjenci nie wiedzą, dlaczego trafiają do kolejek, które nie mają kryterium medycznego, albo dlaczego dostęp do świadczeń wygląda dziś tak, a nie inaczej.

Bardzo często nie rozumieją też podstawowej dla nas rzeczy: że w określonych godzinach pracujemy w systemie NFZ, a później prowadzimy działalność gospodarczą w ramach firmy. Pacjenci widzą długą kolejkę na NFZ i krótszy dostęp prywatny, ale nie widzą całego mechanizmu organizacyjnego i finansowego skonstruowanego przez polityków i wolny rynek.

Jednocześnie trzeba pamiętać, że ochrona zdrowia działa 24 godziny na dobę, a lekarze bardzo często pracują znacznie więcej niż na jednym etacie. To rodzi ogromne emocje.

Mam też poczucie, że system ochrony zdrowia przechodzi pewną cichą i dziką prywatyzację. Ograniczanie dostępności świadczeń, diagnostyki i leczenia na NFZ odbywa się właśnie bez jasnego komunikowania społeczeństwu, co właściwie się dzieje. Pacjenci zostają postawieni przed faktem dokonanym, a frustracja bardzo łatwo kierowana jest właśnie wobec lekarzy.

Czwarty Kongres Matek Lekarek odbył się w Otwocku. Co dalej?

Drugi Kongres Matek Lekarek odbywał się pod hasłem „Odwaga do zmian”. Trzeci – „Wyzwania codzienności”. Czwarty – „Budujemy więzi”.

Każde z tych haseł bardzo dobrze oddaje pewien fragment z całego obrazu naszej społeczności. Najpierw potrzebowałyśmy odwagi, by głośno mówić o problemach lekarek i lekarzy. Potem przyszedł czas na codzienność: tę zwyczajną, trudną, rodzinną, zawodową, często przeciążającą. Ostatni kongres był z kolei bardzo mocno skoncentrowany na realnych relacjach naszej internetowej społeczności lekarskiej i budowaniu więzi także z samorządem lekarskim. Kongresy organizowane były wspólnie przez OIL w Warszawie i Fundację Matki Lekarki.

W tym roku skupiamy się na Ogólnopolskiej Konferencji Matek Dentystek, która odbędzie się w Gdańsku w ostatni weekend października. Chcemy wspierać również rozwój środowiska lekarek dentystek, ich integrację i edukację. To będzie rok konferencyjny, a za rok wracamy do dużego kongresu.

Nasza społeczność bardzo się rozwija i dojrzewa. Zajmujemy się nie tylko tematami stricte związanymi z macierzyństwem, ale szerzej: z aktualizacją wiedzy medycznej, z dobrostanem lekarzy, wsparciem opiekunów osób z niepełnosprawnościami.

Kto może dołączyć do społeczności matek lekarek?

Każda lekarka może do nas dołączyć. Wystarczy napisać na adres: matkilekarki@gmail.com.

Grupa jest weryfikowana, ponieważ rozmawiamy zarówno o sprawach zawodowych, jak i bardzo osobistych. Dzielimy się historiami, własnymi doświadczeniami, trudnościami zawodowymi i rodzinnymi. To miejsce zbudowane na zaufaniu.

16 czerwca organizujemy również kolejne spotkanie Rady Programowej Fundacji Matki Lekarki, do udziału w której serdecznie zapraszamy.

Dzięki ogromnej liczbie kontaktów między nami często jesteśmy w stanie pomagać w sprawach małych i bardzo dużych. Czasami chodzi o znalezienie odpowiedniej wiedzy czy pomocy specjalistycznej, czasami o pomoc prawną, czasami o wsparcie emocjonalne, a czasami o organizację dużej zbiórki.

Nasza społeczność wielokrotnie pokazała, że potrafi działać niezwykle sprawnie i solidarnie.

Myślę, że właśnie dlatego ludzie dobrze się z nami czują.

 

Wywiad ukarze się drukiem w najbliższym numerze Biuletynu OIL Rzeszów